Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Czytelnicy polecają

Matthew Quick „Wybacz mi Leonardzie”

Chaos. Każdego dnia masz w głowie natłok ponurych myśli, które wpływają na jakość twojego życia, które i tak masz w planach zakończyć. Każdego dnia słyszysz w głowie, że jesteś beztalenciem nienadającym się do wykonywania jakichkolwiek zadań. Każdego dnia jesteś wyśmiewany za swój wygląd, osobowość. Nikt nie jest w stanie ci pomóc, nikt nawet nie próbuje tego zrobić. Samotny. Niezrozumiany. Inny. Wpatrzony w jeden punkt w ciemnym pokoju do 5 nad ranem, bo jaki jest sens by zamknąć oczy? 312699-352x500

Swoje 18 urodziny kończy Leonard Peacock. Jednak nastolatek nie ma zamiaru z tego powodu urządzać hucznej imprezy czy napić się piwa wspólnie ze znajomymi. Chłopak ma ambitniejsze plany na tę wyjątkową okazję. W ten dzień chce popełnić dwa morderstwa. Pierwszym celem jest jego najlepszy przyjaciel Asher Beal, a drugim sam Leonard Peacock.

Co mogę powiedzieć o dziele Matthewa Quicka pt. „Wybacz mi, Leonardzie”? Zdecydowanie jedno: arcydzieło. Zazwyczaj w każdej mojej recenzji wytykam błędy omawianym książkom więc dziwnie mi wypowiadać się samymi superlatywami. Jestem pod ogromnym wrażeniem przeczytanej lektury i pracy włożonej w jej powstanie. Szczególnie muszę pochwalić pisarza za ten unikatowy styl pisania. Książkę czyta się przyjemnie i bardzo szybko, a przypisy pod tekstem to zdecydowana perła tego utworu. Kreatura Quicka zwana Leonardem Peacockiem jest równie świetna. Depresyjna, sarkastyczna aura wcale nie przeszkadza w lubieniu tejże postaci. Leonard jest chłopcem niezwykle wrażliwym lecz jednocześnie ogromnie silnym. Moim zdaniem wiele osób może utożsamiać się z bohaterem. Jestem pewna, że problemy dokuczające nastolatkowi doskwierają praktycznie każdemu z omawianej grupy społecznej. Czytając tę powieść potrafiłam wczuć się w uczucia głównej postaci dzięki czemu udało mi się bardzo dobrze ją poznać. Wiele zrozumiałam na temat otaczającego mnie świata, a pytania pojawiające się w lekturze skłoniły mnie do głębokiej refleksji.

„Wybacz mi, Leonardzie” polecam wszystkim osobom, aby lepiej zrozumiały na czym polega depresja i do czego może doprowadzić, a także tym, którzy sami przez nią przechodzą. Uważam, że utwór pokazuje, że istnieje inne wyjście niż samobójstwo, a życie potrafi zaoferować wiele dobrego.

Karolina Polak IC

John Green „Papierowe miasta”

Wiek dojrzewania. Jak wiemy  jest to okres często dość burzliwy, trudny, pełen wyzwań. Młodzieńcze lata spędzamy na zabawie, śmiechu, różnorakich przygodach  lecz z pewnością nie jesteśmy obdarzeni taką ilością beztroski i swobody jak za czasów dzieciństwa. Bowiem zmierzyć musimy się z dokonaniem coraz większej liczby wyborów, zdecydować, co zamierzymy zrobić ze swoją przyszłością, jaki obrać cel w życiu…

 Dla Quentina Jacobsena ta sprawa była zamknięta. Już od paru lat dokładnie wiedział jak potoczą się jego dalsze losy. Musiał tylko trzymać się wyznaczonego schematu, co bardzo mu odpowiadało. Prestiżowe studia, praca, dom, rodzina – to właśnie te punkty figurowały na liście nastolatka. Natomiast za jego zupełne przeciwieństwo można uznać zbuntowaną Margo Roth Spiegelman, dawną przyjaciółkę z dzieciństwa. Zamiłowanie do przygód, ryzyka i kłopotów buzuje w jej żyłach, czego nie ma zamiaru okiełznywać. Dla Margo nie istnieje takie pojęcie jak papierowe-miasta-w-iext39738903„jutro”, liczy się jedynie chwila obecna, o czym otwarcie mówi. Każdy w szkole wie, że ta szalona dziewczyna jest zdolna do robienia nieprzewidywalnych rzeczy, nawet Quetnin. Zatem, dlaczego tak bardzo się dziwi, gdy pewnego wieczoru owa nastolatka wpada do jego pokoju w stroju nindży i przewraca jego dotychczas poukładane życie o 180 stopni?

 „Papierowe miasta” było moim kolejnym zmierzeniem się z twórczością Johna Greena. Pomimo obejrzanego przeze mnie filmu na podstawie książki, który niekoniecznie przypadł mi do gustu, postanowiłam dać szansę pierwotnej wersji  tejże historii.

  Moje uczucia wobec tego dzieła są jak najbardziej optymistyczne lecz nie jest to tytuł, który będzie górował na liście moich perełek czytelniczych. Mówiąc o pozytywnych aspektach lektury, muszę uwzględnić przede wszystkim jej temat przewodni. Autor wykazał się niezwykłą oryginalnością wymyślając fabułę, gdyż jak dotąd nie spotkałam się z taką problematyką. Motyw podróży, w tym przypadku był strzałem w dziesiątkę, zachęcającym do sięgnięcia po pozycję, a sama historia kryjąca się za hasłem „papierowe miasto” niezwykle interesująca. Nie mogę również zarzucić Greenowi typowości swoich bohaterów. Nastolatkowie są jak najbardziej prawdziwi. Targają nimi przeróżne emocje, często muszą podejmować walkę z samym sobą, popełniają błędy. Widzę jak ich charaktery ulegają zmianie podczas tych wielu zdarzeń, jak dojrzewają. Szczególnie na końcu utworu możemy zauważyć, że mamy do czynienia z grupą może wciąż młodych, lecz z pewnością dorosłych ludzi.

 Książka ta również oferuje gamę świetnych cytatów, czego dowodem może być jeden z nich:  „Może jesteśmy trawą – nasze korzenie są tak współzależne, że nikt nie jest martwy, jak długo ktoś inny pozostaje żywy”. Zatem uważam, że nie jest to kolejny, denny kawałek, po którym zniechęcicie się do czytania, lecz pozycja, którą jednak warto poznać i przekonać się na własnej skórze do czego doprowadził wspomniany incydent w domu Quentina.

Karolina Polak IC

Becca Fitzpatrick „Black ice”  Wydawnictwo Otwarte

      Dwie młode, zagubione dziewczyny. Dwóch nieznajomych, niewinnie wyglądających chłopaków. A do tego burza śnieżna, która sprowadza ich na siebie. Czy od dobrego kryminału można chcieć czegoś więcej?
     Główną bohaterką powieści jest Britt Pheiffer, która aby się odstresować po ukończonej szkole wyrusza wraz ze swą najlepszą przyjaciółką 317910-352x500Korbie na wyprawę w Góry Teton. Na nieszczęście Britt, do podróży zmuszony został także Calvin – brat Korbie, a jednocześnie znienawidzony były chłopak bohaterki. Pech ani na krok nie opuszcza dziewczyn, gdyż podczas jazdy do Ildewilde napotyka ich burza śnieżna, która zmusza je do poszukania schronienia. Wybawieniem jest jednak przytulny dom, w którym przebywa dwójka młodych mężczyzn. Gdy dziewczyny myślały już, że mogą odetchnąć z ulgą, ich piekło dopiero się rozpoczyna. Britt w jednej chwili staje się zakładniczką nieznajomych, która zgadza się na wyprowadzenie ich z gór, w zamian za wolność. Jednak na drodze nie będą na nią czekać tylko skutki zamieci śnieżnej, czy towarzysząca przez tułaczkę wymierzona w skroń lufa pistoletu. Bowiem w okolicy czai się większe zło niż para porywaczy…
    Do przeczytania „Black Ice” w dużej mierze skłoniły mnie moje koleżanki, które odkrywszy kryminał szaleńczo się w nim zakochały. Dodatkowo sprawdzając opinie na temat książki w internecie obiecałam sobie, że w najbliższym czasie spocznie ona na mojej półce. Mój entuzjazm przed rozpoczęciem dzieła Beccy Fitzpatrick było na bardzo wysokim poziomie. Byłam przekonana, że po jej skończeniu ja również zakocham się w książce, a moja recenzja dla niej będzie niesamowicie pochlebna. Nic bardziej mylnego. Początkowo fabuła jak najbardziej była wciągająca, a ten mroźny klimat dodawał tylko osobliwego uroku. Jednak stopniowo Britt zaczęła mnie irytować, a historia iść w coraz bardziej dennym kierunku. Po wyeliminowaniu zbędnych charakterów, z thrillera zrobił się romans, gdzie wątkiem pierwszoplanowym były rozmyślania głównej bohaterki o mężczyznach. Autorka jakby zapomniała, że pisząc kryminał powinna bardziej skupić się na utrzymaniu klimatu grozy, a nie poświęcaniu stron na refleksje Britt odnośnie tego, do którego chłopaka powinna skierować swe uczucia. Również uważam, że osiemnastolatka była lekko rozpieszczona i naiwna. Ciągle czekała na pomoc od płci przeciwnej, jakby miała wpojone, że mężczyzna ma być uosobieniem baśniowego księcia na białym koniu. Dlatego tak bardzo się cieszyłam, gdy pisarka postanowiła dać wycisk jej za to, skazując na samodzielne działanie i popychając ją w stronę niezależności. Nie podobało mi się również to, że wystąpiła w tej książce szablonowość bohaterów. Ciemnowłosa Britt miała pełnić funkcję tej mądrej, silnej dziewczyny, a blondynka Korbie była pustą, rozkapryszoną paniusią. Dodatkowo chcę wspomnieć, że postać Korbie straszliwie została pominięta. Pojawiła się na początku, lecz później praktycznie wszyscy o niej zapomnieli. Nawet jej najlepsza przyjaciółka skupiała większą uwagę na chłopcach, niż na znalezieniu pomocy dla dziewczyny. Co do mordercy- mi osobiście udało się określić jego tożsamość gdzieś w połowie książki, więc nie było żadnego zaskoczenia z mojej strony po dowiedzeniu się kto nim jest. Ostatnią negatywną rzeczą, o której chcę wspomnieć jest epilog. Zupełnie różniący się od fabuły i niezachowany w jej jakże pięknym klimacie kompletnie nie przypadł mi do gustu. 
     Pozytywami utworu są przede wszystkim jej nietypowy charakter oraz ciekawie zapowiadająca się fabuła, odbiegająca od powszechnych myśli przewodnich książek. Również moją uwagę przyciągnęła postać Jude’a, która utrzymywała mnie przez cały czas w napięciu. Jego osoba nie pozwalała mi żywić do niego ani pozytywnych, ani negatywnych emocji, co bardzo mnie zachwyciło. 
    „Black Ice” było moim rozczarowaniem, lecz dla wielu ludzi jest ona arcydziełem, które skradło ich serca. Zachęcam Was zatem do zapoznania się z lekturą i przekonania się, do którego grona należycie. Tylko w swojej podróży przez Góry Teton pamiętajcie by nie dać się zwieść pozorom!

Karolina Polak kl. IIIb

John Green „Gwiazd naszych wina” Wydawnictwo Bukowy Las

 

     Ponad 9 milionów sprzedanych egzemplarzy. Powieść przetłumaczona na 47 języków. Najgorętszy tytuł 2012 roku wymieniany na ustach nastolatek po dzień dzisiejszy. Jednak zanim te osiągnięcia zachęcą Was do przeczytania „Gwiazd naszych wina” zalecam by nie nastawiać się na pozytywne odczucia, gdyż można się nieco rozczarować.289291-352x500
     Główną bohaterką powieści jest 16-letnia Hazel Grace Lancaster, która boryka się z bardzo poważną dolegliwością jaką jest rak trzustki. Ze względu na jego przerzuty do płuc dziewczyna musi mieć stały dostęp do swojego aparatu tlenowego o imieniu Philip, który w bardzo dużym stopniu ogranicza jej funkcjonowanie. Oprócz swoich rodziców oraz ukochanego pisarza, który nie wie o jej istnieniu dziewczyna nie ma żadnych przyjaciół. Odosobniona wiedzie życie spędzając czas na oglądaniu telewizyjnego show „America’s Next Top Model” i czytając raz po raz „Cios udręki”. Do czasu, gdy namówiona przez mamę idzie na spotkanie grupy wsparcia. Tam poznaje specyficznego, młodego chłopaka- Augustusa Watersa, który kompletnie odmieni jej świat. 
     Sięgając po „Gwiazd naszych wina” moje oczekiwania wobec tej książki były bardzo wysokie. Zewsząd docierały do mnie pogłosy o jej świetności, które przekonywały mnie do przeczytania utworu. Gdy kuzynka powiedziała mi, że należy do grona jej fanów od bardzo dawna, postanowiłam jak najszybciej zapoznać się z historią Hazel. Jednak kończąc lekturę, poczułam się zawiedziona. Liczyłam na wiele więcej. Sądziłam, że po przeczytaniu będę siedziała zalana łzami i nie będę mogła pozbierać się po niej około tygodnia. Nic z takich rzeczy nie miało miejsca. Owszem, uroniłam parę łez, lecz to by było na tyle. Kolejnym argumentem dla którego „Gwiazd naszych wina” nie przypadła mi do gustu jest postać głównej bohaterki. Nastolatka jest moim zdaniem za bardzo elokwentna, z czego wydawać by się mogło, iż jest przemądrzała. Irytują mnie również jej ciągłe dopominania o tym, że umrze. Rozumiem, że bohaterka pogodziła się ze śmiercią, ale wygłaszając takie komentarze rani swoich najbliższych. Zachowaniem, które nie podobało mi się chyba najbardziej była sytuacja w samolocie, w której Hazel specjalnie by dostać szampana zwróciła uwagę stewardessy na swoją chorobę, wcześniej wygłaszając twierdzenie, że nie lubi litości. Jednakże w książce nie jest brak tych świetnych charakterów. Isaac i Augustus uratowali dzieło przed jeszcze większą krytyką. Szczególnie chciałabym zwrócić uwagę na Gusa, który był według mnie fenomenalny. Zabawny, inteligentny, wyjątkowy, a przede wszystkim bardzo pozytywny. To te cechy sprawiły, że chłopak znalazł sobie miejsce w moim sercu. Gus był typem osoby, która troszczyła się bardziej o innych niż o siebie. Udowodnił to, gdy pomimo bólu starał się robić dobrą minę do złej gry, nie martwiąc przy tym zbędnie Hazel. I oczywiście mimo wszystko, był on zaraźliwym optymistą. Mogłabym wymieniać jego zalety jeszcze przez pół strony, ale chciałabym teraz przejść do ogólnej fabuły książki. Green odbiegł od standardowych szablonów literatury młodzieżowej tworząc utwór łączący grozę śmierci oraz gorzkiego żartu z romansem w tle. Osobliwością tej książki jest bezsprzecznie czarny humor bohaterów. Uwielbiam to w jaki sposób nastolatkowie potrafią żartować z własnych schorzeń. Książka jest nasączona głębokimi cytatami i refleksjami na temat życia, z tego powodu polecam ją wszystkim młodym ludziom.
     Ogółem dla mnie książka „Gwiazd naszych wina” była czymś nowym. Traktowałam ją bardziej jako lekką podróż bez większych emocji, niż ciężki kawałek dający do przemyśleń. Pomimo to nie żałuję chwil spędzonych na poznawanie losów bohaterów i zachęcam Was do zrobienia tego samego. 

Karolina Polak IIIb

Lauren Oliver „Panika” Wydawnictwo Otwarte

      Czy lubisz podejmować ryzyko? Czy jesteś na tyle odważny by stawić czoła swoim rówieśnikom w bezlitosnej grze, w której możesz zapłacić nawet życiem? Czy zdołałbyś zmierzyć się ze swoim lękiem za cenę przepustki do lepszego świata? Czy dołączyłbyś do „Paniki”? 
451611-352x500     Przez moje ręce ostatnio przewinęła się książka młodej, amerykańskiej autorki Lauren Oliver, której sławę przyniosły „Delirium”, czy „7 razy dziś”. Jednak przeczytana przeze mnie lektura nie była dość popularnym dziełem pisarki, a nosi ona tytuł: „Panika”. Jest to książka z gatunku science fiction, zdecydowanie skierowana do młodego czytelnika.
     Cała akcja rozgrywa się w niewielkim, sennym miasteczku Carp, a główną bohaterką jest siedemnastoletnia Heather Nill, która przeżywa rozterki miłosne. Po takim opisie jesteśmy przygotowani na kolejną, szablonową opowiastkę dla nastolatek. Nic bardziej mylnego. Bowiem motywem przewodnim nie jest żadna młodociana miłość, lecz śmiertelnie ryzykowana gra, którą jest Panika. Zasady jej są proste. Gra rozpoczyna się dzień po rozdaniu dyplomów ukończenia szkoły wykonaniem Skoku Otwarcia. Zgłosić się może dowolna liczba osób wyłącznie z ostatniej klasy. Uczestnicy muszą stoczyć rywalizację między sobą wykonując zlecone im zadania przez nieznanych Sędziów. Każde zadanie jest próbą dla niedoświadczonych, rozgarniętych nastolatków, w której muszą wykazać się sprytem i umiejętnością panowania nad własnym lękiem. Gra pomimo swej przerażającej formy jest dość popularna ze względu na nagrodę, jaką jest suma ponad pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Lecz nie to kieruje Heather, gdy skacze do niebezpiecznej, rwącej wody. Powodem uczestniczenia w Panice, jest natomiast jej były chłopak, który tego samego wieczoru całuje się na oczach dziewczyny z atrakcyjną Delaney. Rozgoryczona Heather od tego momentu będzie musiała zmierzyć się z problemami większymi niż zdrada ukochanego.
     Po samym przeczytaniu opisu, wiedziałam, że jest to książka, którą koniecznie muszę przeczytać. Ten cały tajemniczy klimat stworzony przez nieznanych sędziów Paniki oraz ryzyko jakie niesie uczestnictwo w tejże grze napędzały mnie do pochłaniania lektury. Elementem, dzięki któremu jeszcze bardziej zakochałam się w dziele Lauren Oliver jest nieszablonowość bohaterów. Mamy tutaj do czynienia z postaciami, których nie można wrzucić do worka tych złych, ani dobrych charakterów. Każdy z nastolatków popełnia wiele błędów i zmaga się z poważnymi problemami jakimi są bezdomność, niepełnosprawność, czy alkoholizm. Dzięki takiemu nacechowaniu uczestników wydarzeń, książka staje się dla nas bardziej realistyczna, a losy grupy przyjaciół niezwykle interesujące. Lauren w swym dziele pokazuje nam samotność nastolatków w ich walce z przeciwnościami oraz przekazuje mądre, inspirujące myśli, jak np. ta: „Odwaga polega na tym, by iść do przodu, choćby nie wiem co. Może pewnego dnia znów będzie musiała stanąć na krawędzi i skoczyć. I zrobi to. Wiedziała już teraz, że zawsze jest nadzieja, światełko w tunelu – nawet pośród ciemności, strachu, pośród największych głębin”. „Panika” do samego końca trzymała mnie w napięciu i dostarczała zaskakujących zwrotów akcji. Moim jedynym minusem dla tej książki jest jej mało dynamiczne zakończenie. Mimo wszystko ta dystopijna opowieść jest w pełni godna polecenia i wejścia w jej zatrważający świat. Lecz pamiętajcie! Nikomu nie można ufać. 

Karolina Polak kl. IIIb

 

James Dashner „Więzień Labiryntu” Wydawnictwo Papierowy Księżyc

 

     Wyobraź sobie wszechogarniającą ciemność. Ze wszystkich stron jesteś otoczony zimnymi, metalowymi ścianami. Jedyną rzeczą, którą pamiętasz jest Twoje imię. Nie znasz powodów, dla których znajdujesz się w tym wstrętnym pomieszczeniu, skąd pochodzisz ani kim są Twoi rodzice. 314487-352x500
     Dokładnie taki scenariusz przytrafił się młodemu chłopakowi – Thomasowi. Gdy tylko zdołał wydostać się z windy po ciężkiej podróży, odpoczynek był ostatnią rzeczą na którą mógł liczyć. Na chłopaka czekać miało wiele prób i niebezpieczeństw w miejscu, w którym się znalazł, czyli w Strefie. Otoczona labiryntem przestrzeń była przez długi okres czasu siedliskiem młodych chłopców zesłanych do niej tak jak Thomas. Nastolatkowie wiedzą, iż nie znaleźli się w Strefie przypadkowo, dlatego wyznaczeni Zwiadowcy przemierzają codziennie labirynt w poszukiwaniu odpowiedzi. Wyjście z niego nie jest jednak takie proste ze względu na jego mroczną stronę objawiającą się w nocy. Następnego dnia, po przybyciu dziewczyny w pudle z tajemniczą wiadomością, która upiera się, że zna Thomasa, Streferzy zdają sobie sprawę z jednej rzeczy. Nic już nie będzie takie samo. 
     „Wiezień Labiryntu” było to moje pierwsze zderzenie z twórczością Jamesa Dashnera. Po pełnym emocji seansie, wiedziałam, że następnym  kierunkiem, który obiorę będzie księgarnia. Przygody nastolatka i jego przyjaciół tak bardzo mnie pochłonęły, że w kilka dni przeczytałam tę niesamowitą książkę. Inni porównują ją do „Igrzysk Śmierci”, czy serii „Niezgodna”, lecz ja uważam, iż Dashnerowska opowieść jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Przede wszystkim zachwycają mnie dobrze wykreowane postaci męskie. Thomas, Newt i Minho, to trójka fenomenalnych charakterów, pełnych odwagi, humoru i siły. Podobało mi się to, że każdy z nich był mieszanką odrębności z cechami typowego nastolatka. Genialnym pomysłem było również stworzenie języka Streferów. Czytając tę książkę, takie zwroty jak: „sztamak”, „zawrzyj twarzostan”, czy „klump” jeszcze bardziej przenoszą nas w świat Labiryntu. Uwielbiam to, że praktycznie zawsze na zakończenie rozdziału dowiadujemy się nowej, zatrważającej wiadomości. Niech kategoria książki science fiction wraz z fantastyką Was nie odstrasza. Odważcie się i poznajcie wszystkie tajemnice skrywane wewnątrz Strefy i poza nią oraz dowiedzcie się, czy rzeczywiście tak jak mówi Theresa „DRESZCZ jest dobry”… 

Karolina Polak kl. IIIb

 

Andrea Portes „Anatomia obcości” Wydawnictwo YA

     Każdy z nas miewa gorsze i lepsze dni oraz boryka się z różnymi problemami. Praktycznie każdemu z nas rodzice zwracają uwagę na to, że poświęcamy za dużo czasu na komputer, mamy za słabe stopnie w szkole, czy nie mamy wymarzonych cech dziecka. Młodzież musi zmierzać się z różnymi wyzwaniami dnia codziennego, włącznie z Aniką.
468139-352x500      Anika Dragomir to dość przeciętna nastolatka, z wyjątkiem swego specyficznego nazwiska otrzymanego od „ojca-wampira” z Rumunii. Dziewczyna swój tytuł trzeciej najpopularniejszej dziewczyny w szkole uzyskała poprzez przyjaźń z Becky, której ego jest większe niż sam wzrost Aniki. Na nieszczęście dziewczyny, Logan McDonough wpada jej w oko, lecz mimo uczucia, które do niego darzy, nie może się z nim związać. A wszystko ze względu na pozycję szkolną Logana. Chłopak stoi na ostatnim szczeblu hierarchii w szkole przez swoją duszę romantyka i status nieudacznika. Jednocześnie do Aniki zaczyna swe zaloty kierować obiekt westchnień każdej nastolatki- Jared Kline. Czy dziewczyna w swoim wyborze pokieruje się sercem? A może przynależność do elity będzie dla niej ważniejsza niż dobro innych? 
     „Anatomia Obcości” przyciągnęła moją uwagę z pewnością niezwykłym wydaniem wizualnym. Sama okładka książki jest niezmiernie urocza. Gama kolorów aż prosi się o zerknięcie na nią okiem, a środek wygląda jakby białe kartki zostały wklejone do zeszytu. Lecz nie o samym wyglądzie książki będę rozprawiała. Przede wszystkim „Anatomia Obcości” zachwyciła mnie zasadniczym problemem poruszanym w niej, jakim jest przynależność do określonej grupy i hierarchia ważności w szkole. Z jednej strony świat popularnej Aniki zderza się ze światem mało znaczącego Logana. Ponadto ten problem nie jest jedynym, który pojawia się w utworze. Każdy z bohaterów musi borykać z różnymi przeciwnościami losu i jest to bardzo naturalne zjawisko, które pomaga nam poczuć autentyczność książki. Podobało mi się to, że Andrea Portes zastosowała tutaj bardzo młodzieżowy styl pisania, przez co jej dzieło cieszy się bardzo dużą aprobatą u nastolatków, w tym także u mnie. 
     Dzięki tej książce nauczyłam się bardzo wiele o życiu, jak i o tym by doceniać czas jaki nam dano, gdyż nigdy nie jest wiadomo jak potoczy się nasza historia. Po jej przeczytaniu nie mogłam w ogóle dojść do siebie i całe godziny poświęciłam na głęboką refleksję o moich bliskich, jak i o samej sobie. Mimo, iż jest to literatura młodzieżowa, nie brakuje tutaj inteligentnych i pięknych cytatów, jak ten: „Dostajemy tylko jedną szansę. 
Dostajemy tylko jedno życie i nie wiemy nawet, kiedy przejdzie ono od kolistego biegu w przód do zimnego kresu, po którym nie ma już nic. Potraficie w to uwierzyć? Cały ten czas spędziłam na rozważaniu tego i owego, martwieniu się tym i tamtym, wspominaniu i przewidywaniu, przejmowaniu się takimi i innymi rzeczami, ale nigdy nie żyłam tutaj, tutaj, w tej chwili. Nigdy nawet nie uświadomiłam sobie, że ta chwila w ogóle istnieje. I ta myśl uderza mnie, przeszywa żywym prądem. 
Ta chwila tutaj.
Mamy tylko to.
Zanim staniemy się częścią nieba.”
      „Anatomię Obcości” szczególnie polecam wszystkim nastolatkom, gdyż jest to mądra, zabawna i intrygująca opowieść, która z pewnością wciągnie Was bez reszty i nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć.

 

Karolina Polak kl. IIIb